środa, 10 września 2014

Minuscule - La vallée des fourmis perdues

Dzisiaj coś dla trochę młodszych :)


Nie tak całkiem dawno temu mój tatuś uraczył mnie przepiękną animacją produkcji francusko-belgijskiej.

Chodzi o "Robaczki z zaginionej doliny", czyli "Minuscule - La vallée des fourmis perdues". Można było obejrzeć je w  polskich multipleksach, ale wersja polska została zdubbingowana co strasznie odebrało jej urok ( w orginale nie ma słów ,a jedynie piski zgrzyty i gwizdy wydawane przez tytułowe robaczki). Pierwszy raz z tą przezabawną i uroczą animacją zetknęłam się w jednym z zagranicznych kanałów dla najmłodszych.

Film jest naprawdę ciekawy, ze względu na animacje idyllicznych widoków (zdjęcia do filmu kręcono w Parku Narodowym Mercantour i Parku Narodowym Ecrins  we Francji) . ,  dużo nie narzucającego się nadmiernie humoru oraz ciekawą  historię o przyjaźni, wojnie i dokonywaniu wyborów.

Starsze dzieci mogą czuć się odrobinę rozczarowane-to nie jest kino akcji, chociaż nie brak wybuchów i spektakularnych starć dwóch przeciwstawnych frakcji. Dorośli jeżeli lubią się czasem odprężyć przy czymś lekkim ,ale nie koniecznie infantylnym, powinni urządzić sobie seans razem z młodszymi pociechami.








poniedziałek, 1 września 2014

Hej Hej!
Witam was 1 września.
W rocznice (75!)  rozpoczęcia II Wojny Światowej
ORAZ w pierwszy dzień roku szkolnego.

Białe koszule wyprasowane?

Zapraszam do obejrzenia tego filmu,który traktuje trochę o edukacji ,trochę o błędach systemu edukacyjnego.


Sporo na ten temat możecie znaleźć w  "Podróżach z Platonem" Smitha Roberta Rowlanda.


I naprawdę przestaję się przejmować ,że moja siostra wciąż nie zna na pamięć tabliczki mnożenia.
Za to robi przepiękne ciasteczka z plasteliny!

sobota, 30 sierpnia 2014

Fakty i mity na temat mleka

          Mleko kojarzy mi się przede wszystkim z podstawówką kiedy to przez kilka lat z rzędu na śniadanie jadłam mleko z płatkami. Mam wrażenie,że będąc dzieckiem w żaden sposób nie przeszkadzało mi,że moja dieta jest mało urozmaicona. Przecież co 2 tygodnie były inne płatki.  A to już jest kolosalna różnica. Mleko w postaci różnych produktów konsumowałam dość długo. Do dzisiaj w kawiarni nieopatrznie zdarza mi się zamówić duże latte z mlekiem "krowim".
          Moja siostra co i rusz przynosi kartoniki ze szkoły. Ministerstwo  chciało zrobić coś dobrego. Niestety okazuje się ,że nie wyszło. Dlaczego? Coraz mniej ludzi wierzy w te bujdy na resorach jakoby mleko było potrzebne do prawidłowego rozwoju kości.
          Sama zerwałam z mlekiem w liceum. Przez  rok miałam ogromne problemy z układem pokarmowym. Pierwsza rzecz na jaką się rzuciłam to oczywiście "cudownie działające" tabletki. Ale nie chce się skazywać do końca życia na łykanie pigułek. Wiedziałam,że każdy lekarz najpierw powie ,żebym odstawiła cukier i mleko. Po długiej walce z samą sobą odważyłam się na ten pierwszy krok. I co?
JEST O NIEBO LEPIEJ!
            Dziwne jest,że nie potrafimy dojść w tej sprawie do pewnych fundamentalnych wniosków. Kobieta ma mleko jedynie kiedy karmi piersią swoje dziecko, to samo tyczy się wszystkich innych ssaków. I każdy ssak w sposób naturalny po pewnym czasie rezygnuje z tego pokarmu. Dlaczego? Bo przestaje być przydatny odżywczo.
            Doktor Campbell -ceniony ekspert w dziedzinie biochemii, podjął się badań mających ustalić związek pomiędzy dietą a chorobami cywilizacyjnymi. Okazuje się,że zdolność do trawienia mleka jest ewolucyjną "nowością" u gatunku ludzkiego ( mam na myśli trawienie mleka po okresie niemowlęctwa). Nietolerancja laktozy nie jest więc,żadną chorobą. Jest to stan typowy dla 75% ludzi na świecie związany z uwarunkowaniami organizmu. 90% rdzennych afrykańczyków nie trawi mleka. Nietolerancja laktozy dotyczy 98% Azji południowo-wschodniej.
              Picie mleka jakoby miało zapobiegać osteoporozie. Czy to znaczy,ze cała Japonia ,gdzie tolerancja laktozy wśród społeczeństwa to około 2% będzie jeździła nagle na wózkach inwalidzkich?
Co więcej Japończycy zapadają na osteoporozę rzadziej niż Niemcy ,którzy  w 88% są w stanie trawić mleko. Przypadek? Nie sądzę.
              Kolejna bzdura dotyczy wapnia. Mleko wcale nie jest jakąś skrzynią pełną wapniowych skarbów. Wapń jest w dużych ilościach również w warzywach liściastych, zbożach, czy orzechach.
W praktyce nie istnieje coś takiego jak "niedobór wapnia". Większym problemem w czasie wzrostu kości lub jej regeneracji jest niedobór witaminy D, która jest odpowiedzialna za absorpcje wapnia.Doktor Winfried Beck uważa,że  jednoczesne przyjmowanie białka i wapnia-czyli np. spożywanie mleka,zmniejsza zdolność organizmu do magazynowania tego drugiego. Co więcej już w roku 1920 powstała praca mówiąca o tym,że podczas trawienia białka zwierzęcego powstaje kwas fosforanowy,który nasz organizm musi neutralizować. Do tego procesu potrzebny jest wapń i to często w większych ilościach nich ten który zdołaliśmy zmagazynować w porcji mleka. A to znaczy,że jeżeli chcemy zneutralizować białko,ze spożytej przez nas szklanki mleka to zużywamy więcej wapnia niż przyswoiliśmy.
             



               Niestety wielu z nas już tak przyzwyczaiło się do smaku mleka,że nie wyobraża sobie bez niego życia. Jest wiele zamienników mleka:
               -mleko sojowe, ryżowe, owsiane. nie jest to na pewno ten sam smak. Ale dodając do kawy nie odczujemy dużej różnicy. Kwestia przyzwyczajenia.
               -mleko kokosowe, najlepsza alternatywa dla śmietany. Idealne do dań egzotycznych.
               -napój kukurydziany: najgorsza alternatywa z racji zamaszystej uprawy kukurydzy GMO. Jednak  nie zawiera kazeiny-podobnie jak napój gryczany.
               -wiem,że niektórzy robią mleko z nasion dyni, słonecznika i migdałów


 Pamiętajmy też o kwestiach natury moralnej. Krowa daje mleko najwyżej przez 3 lata życia. Po urodzeniu jej dziecko od razu jest zabierane. Ostatecznie  mleczna krowa po tych 3 latach trafia do rzeźni.

czwartek, 28 sierpnia 2014

kwas chlebowy Z czym to się je?

Ostatnimi czasy wraca "moda" na oba napoje. Producenci zachęcają do spróbowania napojów gazowanych o zupełnie innych smakach niż te oferowane przez największe koncerny. Pomysł wbrew pozorom wcale nie jest nowy. Pierwszy raz kwas chlebowy piłam mając 7 czy 8 lat. Był co prawda "sklepowy" ,ale smakował wspaniale! Do tej pory takiego więcej nie spotkałam. Wielu ludzi jednak niechętnie sięga po ten przysmak. Moim zdaniem jest to wspaniała alternatywa dla innych słodkich napojów gazowanych. Dlaczego?

1.Zawiera (w każdym razie powinien ) witaminy z grupy B
2. Zawiera witaminę C-  strona fit.pl  podaje,że osoby pijące kwas chlebowy 3 razy rzadziej zapadaja na grypę
3.Jako iż jest to napój powstający przez fermentacje to zawiera enzymy i bakterie pozytywnie wpływające na pracę jelit.

Oczywiście najlepszy kwas chlebowy to ten ,który zrobimy sobie sami.

Ja proponuję następujący przepis ,który w najbliższym czasie sama zechcę wykorzystać.

8 litrów wody
1kg (bochenek) chleba razowego (najlepiej na miodzie)
  1 dkg mąki żytniej grubej (niekonieczne)
0,5 kg cukru
1 łyżeczka drożdży

sok z 3 cytryn (opcjonalnie,jak ktoś woli smak bardziej kwaskowaty)
rodzynki


1.Kromki chleba rumienimy w piekarniku
2. do zagotowanej wody wrzucamy chleb. Odstawiamy na 24 godziny.
3. Roztwór przecedzamy, chleb wyciskamy przez gazę,albo ścierkę bawełnianą
4.Dodajemy do roztworu cukier, sok z cytryn, drożdże i uzupełnić przegotowaną wodą do pojemności 8 litrów-WODA MUSI BYĆ PRZEGOTOWANA!Odstawiamy na 24 h. Zdejmujemy "szum" z wierzchu.
5. Całość przecedzamy przez gazę i rozlewamy do butelek.
6.Do butelek dodajemy po kilka rodzynek.
Jutro się za to biorę KONIECZNIE!


ABSTRACHUJĄC OD:
Wszystkich którzy urzędują w Poznaniu serdecznie zapraszam w sobotę na Piknik Fantastyczny organizowany przez Drugą Erę.
Gdzie? FORT VA ul.Lechicka
W programie planszówki, warsztaty, zwiedzanie fortu i GROCHÓWKA
Zabieramy ze sobą dzieciaki! Wszak to ostatni weekend wakacji!

środa, 27 sierpnia 2014

Cześć i czołem!

Hej!
Ten mały zakątek sieci powstał w sposób dość przypadkowy. Mianowicie drepcząc sobie dzisiaj na zajęcia edukacyjne, doszłam do wniosku,że nie ma żadnej wzmianki,żadnego serwisu ani bloga traktującego o ekologicznym Poznaniu.
Mam więc swoją szansę na zaistnienie.
Zawsze dziwnie jest zacząć. Żeby jednak pchnąć całe przedsięwzięcie do przodu, na dobry początek pochwalę się moimi wakacyjnymi lekturami, które polecam jako lekkie aczkolwiek pouczające lektury!



Pierwsza książka autorstwa Karen Duve jest swoistym "podręcznikiem" po diecie BIO, wegetariańskiej, wegańskiej, frutariańskiej. Autorka poddaje się eksperymentowi  w ramach którego przez 2 miesiące odżywia się w określony sposób. Karen Duve ukazuje problemy typowe dla "laika" podczas podjęcia każdej z diet. Jednocześnie książka jest napisana w sposób humorystyczny i lekki. Nie brakuje także ciekawostek związanych z branżą spożywczą. Naprawdę warto!

"Zbrodnie roślin" to małe kompendium wiedzy o roślinach trujących. Notabene większość z nich gości w naszych ogródkach a często również na naszych stołach. Autorka zestawia rośliny w kilka "niebezpiecznych" kategorii. Czyta się szybko i z zaciekawieniem. Dla mnie minusem był  zapis. Nie jest to powieść  a właśnie kompendium wiedzy ułożone według pewnych kategorii. Innym na pewno taki układ się spodoba. Polecam osobom ,które właśnie planują/ urządzają swój ogródek. Włos się jeży  na myśl o zdolnościach pozornie "niewinnych roślinek!



Pogoda na dworze niestety przypomina nam wszystkim o zbliżającej się wielkimi krokami jesieni. Ale póki jeszcze w teorii chociaż mamy lato, zachęcam wszystkich do przebywania poza ustronnym mieszkaniem/domem.  Aktywność to nie tylko rutynowy spacer z psem. Jest wiele ciekawych sposobów na zagospodarowanie czasu " na zewnątrz". Mnie ciągnie zawsze do zabawy z dziećmi, dlatego urządzam podchody!

Trzymam kciuki za sprzyjającą pogodę!